Szukaj w blogu

Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia 2013

kutia z różą...przepis rodzinny zapisany, by nie zaginął...

KUTIA Z RÓŻĄ

CIOCI HELENY 



Odnalazłam rodzinny przepis. Kutie w mojej rodzinie robiła tylko nieżyjąca już Ciocia Helena. Przekonana byłam, że przepis zaginął. W tym roku szukałam, więc przepisu po książkach, by pierwszy raz w życiu zrobić swoją kutię. I tak zbierając wspomnienia mojej mamy w kupę, nagle przypomniałam sobie, że do Cioci Heleny na Wigilię zawsze jeździła ciocia Dorotka... Telefon.. "A Kochana! Ja już zrobiłam! pewnie, że mam! Zapisany dzielnie, ciocia mi podała niedługo przed śmiercią, zapisuj! " No i mam :) Rodzinny sekret został odkryty - cioci kutia swój niepowtarzalny smak zawdzięczała..róży ucieranej w cukrze... :) Dlatego żadna inna, nie smakowała tak, jak Cioci. Przepisem dzielę się z Wami i zapisuję tutaj, w swoim kajecie przepisów, by do przyszłego roku, nie zaginął wśród innych, zapisanych na karteczkach. A może i moje kuzynostwo się ucieszy ;) ? 

23 listopada 2013

muffiny z gruszkami i orzechami laskowymi - jesienna zaduma

WANILIOWE MUFFINY 

Z GRUSZKA I ORZECHAMI LASKOWYMI



Jesienna zaduma mnie dopadła. Można by powiedzieć, ze zapadłam w sen jesienny. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że budzę się wraz z pierwszymi przymrozkami. A odżywam wraz z pierwszym śniegiem. Choć w tym roku, jak widać, wystarczyła jego zapowiedź. Taka ze mnie zimowa dusza.... Powstało wiele jesiennych inspiracji, pysznych dań, kolorowych smakołyków. Ale zabrakło chęci na pisanie..W tym roku stwierdziłam, że przecież nic nie muszę. Więc milczałam. Ale dziś postanowiłam, że czas się wyrwać z jesiennego letargu...Może to te mgły za oknem... A może powiew mroźnego powietrza.. . A nic tak nie smakuje w taki mglisty jesienny poranek, jak kubek ciepłej herbaty i jeszcze pachnąca, lekko ciepława jesienna muffina.... Gruszka, wanilia i orzech. Plus aromat gałki muszkatołowej. Połączenie idealne. Zapraszam.

2 lipca 2013

orzechowa sałatka z kozim serkiem na rukoli

ORZECHOWA 

SAŁATKA  Z KOZIM SERKIEM NA RUKOLI


Obiecałam wczoraj sałatkę - jest sałatka. Kolejna, która powstała na Dietetycznych Rewolucjach. Ta jest zdecydowanie mniej wyszukana, ale równie pyszna. Prostota składników, podkreślona olejem z orzechów laskowych - szczerze polecam! I nie dlatego, że coś z tego mam, tylko on jest po prostu naprawdę pyszny! :) Myślę, że taka sałatka, ucieszy każde podniebienie :) 

3 marca 2013

Kukurydziano pszenne muffiny śniadaniowe z pastą z łososia - idealny początek dnia

KUKURYDZIANO-PSZENNE 

MUFFINY ŚNIADANIOWE 

Z PASTĄ Z ŁOSOSIA Z KOPERKIEM


Powstały specjalnie dla Agnieszki, która jest wegetarianką. Nie jada mięsa i  ryb. Ale o tym dowiedziałam się dopiero po ich zrobieniu ;) Dlatego na szczęście zostało kilka nie przekrojonych specjalnie dla Niej. Są cudowną odmianą od popularnej kanapki. Powiedziałabym wręcz, że są wyrafinowanym śniadaniem, a nawet lunchem. Świetnie sprawdzą się także, jako przekąska na imprezie. Można łączyć je nie tylko z prezentowaną pastą z łososia, ale również choćby z pastą Kiri czy jajeczną. Dzięki napikowaniu ich ziarnami i orzechami dają pokaźna dawkę energii - a sytość sprawia, że wystarczy zjeść dwie , by być usatysfakcjonowaną...A więc idealne dla Kobiet na diecie. A, że wiosna tuż tuż... :) Polecam gorąco ! 

8 stycznia 2013

Tort Żabka - brownie z orzechami z bitą śmietaną - huczne urodziny dwulatka :)

TORT ŻABKA 

CZYLI 

TORT BROWNIE Z ORZECHAMI I BITĄ ŚMIETANĄ




Nowy Rok w Moim Domu zaczyna się hucznie. Od dwóch lat :) Nie czeka się na Sylwestra. Czeka się na 3 stycznia. To wokół tego dnia kręcą się wszystkie Nasze myśli i plany. To Dzień Urodzin Mojego Smyka. Od dwóch lat mój świat stanął na głowie. I dobrze mi z tym :) Los obdarzył mnie największym Szczęściem na Ziemi. Co czuję, wiedzą wszystkie Mamy na świecie, które mają Synków. Zwłaszcza te, które mają Małe Brzdące, a nie Krzykadła większe, co to się nie zawsze chcą przytulać i wszystko kwitują "sie nie znasz Mama! " ;) Choć te pewnie wiedzą jeszcze więcej niż, ja ;) Bo ja to wiem tylko tyle, co Pani Pedagog wie, a nie Mama Nastolatka :)  Póki co jestem Mamą Dwulatka, więc wszystko przede mną ;) W dość nie wysokich lotów pewnym filmie usłyszałam kiedyś święte zdanie : "Bycie Mamą Dwulatka, to coś cudownego - to jak bycie Gwiazdą Filmową bez żadnej krytyki! " ;) I będę się tego trzymać!

11 grudnia 2012

Orzechowy torcik na ucieranym spodzie z fioletem w tle

TORCIK 

ORZECHOWO ŚLIWKOWY 

(na ucieranym spodzie) Z FIOLETEM W TLE









Dziś będzie królował fiolet...Może królował to dużo powiedziane, ale szykujcie się na dwa fioletowe wpisy. 
Torcik, który Wam prezentuję miał być fioletowy...Soczyście i ślicznie. W zasadzie był, choć zdjęcia tego nie odzwierciedlają.. Wyszedł, mimo wieeeluuu problemów pyszny, więc ostatecznie zagości na tym blogu i Tęczy Smaków 2. Tort został stworzony przeze mnie na urodziny mojego Mężusia wypadające w sobotę. Planowałam jego zrobienie od 3 tygodni... Zakupiłam barwnik spożywczy w piątek - za radą Domi w proszku. Pan w sklepie doradzał, żeby go mimo wszystko rozpuścić w kropelce wody, bo można przesadzić... . 
Ale po kolei.

11 września 2012

Orzechowy tort z kremem pistacjowym Magdy Gessler (na ucieranym błyskawicznym spodzie)

TORT ORZECHOWY 

Z KREMEM PISTACJOWYM MAGDY GESSLER 

(NA UCIERANYM SPODZIE)






Na początku września Moja Ukochana Siostrzyczka miała urodzinki. Troszeczkę podłamana ilością świeczek na torcie, bardzo przeżywała ten nadchodzący czas. Jako doświadczona , i zaznaczam - STARSZA- Siostra, postanowiłam zatem osłodzić jej ten jakże tragiczny Dzionek. Synuś dla Chrzestnej wymalował piękną laurkę, a ja upiekłam torcik... . Jak to zwykle u mnie bywa, torcik miał być łatwy i szybki do zrobienia, bo miał być dziełem Naszej Dwójeczki. Ostatecznie był moim dziełem osobistym, ale tym bardziej musiał być szybki, gdyż zabrałam się za niego bagatela o 23:00, gdy uspałam Malca, który za nic spać iść akurat nie chciał. Dlatego błogosławiłam się za pomysł, który wydumałam, będąc w sklepie, na rodzinnych zakupach. Tort jest taki troszkę poskładany z innych tortów, ale efekt przeszedł nawet moje najśmielsze oczekiwania. Cała Rodzinka go zachwalała, a Solenizantka była zachwycona, gdyż zarówno pistacje, jak i orzeszki uwielbia :)
To teraz śpieszę z wyjaśnieniem skąd ma inspiracja czerpana. Spód - a w zasadzie "biszkoptowa" część tortu - zapożyczona jest z innego torciku, którym się nie mam zamiaru na razie tutaj chwalić. Powstał w ramach imienin Mężusia i zamiast pięknym tortem, stał się rozpływającym się w ustach deserem śliwkowo-orzechowym. Z naciskiem na rozpływającym się... . Ale ponieważ całość kręcenia ogranicza się do 5 minut, a smak pyszny, od razu postawiłam na niego. Zaś krem....eh..Kochani...krem jest iście Weselny. Bo z Tortu Weselnego Magdy Gessler zapożyczony. Zakochałam się w nim po jednym liźnięciu, mimo, iż zabajony jest okrutnie. Oparty na serku mascarpone, z dodatkiem brandy i pistacji - niebo w gębie. I niech się schowają Wszyscy Ci, którzy Magdę Gessler tępią i ujmują jej zasług. A przynajmniej wara od jej torciku ;) Już się szykuję na wykonanie go w całości, tylko jakąś szczególną okazję muszę znaleźć :) Oczywiście na torcik w mini wydaniu, nie na 30 osóbek ;) A wracając do kremu, to kręci się go 5 minut, więc jeśli Ktoś jest szybki w rachunkach, nie zdziwi się, że już o 1:30 GOTOWY tort wylądował w lodówce do chłodzenia. Mój stał całą noc, ale wystarczą 3 godzinki i tort można wykładać na stół :) Czyż nie prezentuje się iście Królewsko ? ;) 




Składniki na tortownicę 24 cm:

ciasto:
  • 3 jajka
  • 3 łyżki wody
  • szczypta soli
  • 120g cukru
  • 30g mąki ziemniaczanej
  • 30g mąki pszennej - u mnie tortowa
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100g drobno zmielonych orzechów laskowych
krem:
  • pół kilograma serka mascarpone - można użyć 600g - ja tyle bym użyła następnym razem, by bez problemu wystarczyło kremu na boki. 
  • 90g (przy 600g mascarpone - 120g) cukru pudru
  • 3 łyżeczki spirytusu
  • 8g pistacji - ja użyłam lekko solonych i prażonych
  • 100 (lub 120 ml  przy proporcjach na 600g serka) ml brandy
  • odrobina olejku pistacjowego - ja nie posiadałam, więc dodałam śmietankowego
ponadto i na dekorację:
  • 1 spód bezowy lub kilkanaście malutkich bez
  • 3 kosteczki białej czekolady
  • opakowanie dekoracyjnych listków 
  • 4g pistacji - tu też użyłam lekko solonych i prażonych

Ciasto :

Jajka ucieramy z wodą, solą i cukrem, aż do rozpuszczenia się cukru. Ja to wykonywałam jakieś 5-7 minut na najwyższych obrotach swojego robota kuchennego trzepaczką do ubijania i ucierania. Następnie przesiewamy na wierzch oba rodzaje mąki i proszek do pieczenia, dodajemy mielone orzechy i mieszamy trzepaczką do piany (ja włączyłam robota na najniższych obrotach, by zakręcił się trzepaczką dwa trzy razy). 
Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia lub wysmarowujemy tłuszczem - ja tylko spód wykładam papierem, zaś boki natłuszczam. Przekładamy do formy ciasto i wygładzamy powierzchnię łopatka. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika : 
piekarnik elektryczny - 180'c
piekarnik z termoobiegiem - 160'c
gazowy - stopień 2
i pieczemy około 30 minut - trzeba zrobić test patyczkowy. U mnie ciasto gotowe było po 25. Po wyjęciu z piekarnika ciasto pozostawiamy w formie jeszcze na około 10 minut, po czym wyjmujemy i odstawiamy do całkowitego wystygnięcia. Ciasto stygnie jakieś niecałe pół godzinki.

W tym czasie zabieramy się za krem. 
Serek dzielimy : na 3 części. Jeśli użyliśmy 600g to na równe, jeśli 500g to na 2 po 200g i jedną po 100g. Pistacje siekamy dość drobno. 
Dwa pierwsze kremy robimy identycznie, czyli do serka dodajemy po 40g cukru pudru, łyżeczkę spirytusu, 40 ml brandy i 4g posiekanych pistacji. Dodajemy ciut olejku i wszystko razem kręcimy do uzyskania jednolitej masy. Oczywiście można kremy zrobić w jednej misce, ale w ten sposób mamy pewność, że jest ich taka sama ilość. 
Ostatni krem to nasza wierzchnia warstwa tortu. Do 100g serka dodajemy pół łyżeczki spirytusu, 20 ml brandy, 20g cukru pudru i odrobinę olejku pistacjowego lub śmietankowego. Jeśli mamy 200g serka to po prostu podwajamy ilość składników - a więc dodajemy łyżeczkę spirytusu, 40ml brandy i 40g cukru pudru i olejek. Całość mieszamy do uzyskania jednolitej masy. 

Wystudzony "biszkopt" przekładamy na paterę. Pamiętajmy o usunięciu ze spodu papieru do pieczenia ;) Kroimy go na pół. Uwaga. To nie jest zwykły biszkopt, więc jest bardziej kruchy - trzeba koniecznie robić to ostrym nożem. Wierzchnią warstwę ostrożnie zdejmujemy na bok. Na spód tortu wykładamy pierwszy krem z pistacjami i równo go rozsmarowujemy. Następnie nakładamy spód bezowy lub układamy małe beziki. Na nie nakładamy kolejny krem z pistacjami. Na niego ostrożnie nakładamy górną warstwę"biszkoptu". Lekko dociskamy. Cały tort smarujemy kremem bez pistacji - górę oraz boki. Następnie zcieramy na małych oczkach na niego białą czekoladę, obsypujemy go resztą posiekanych pistacji.  Na wierzch i boki przyklejamy czekoladowe listki. Całość wkładamy do lodówki. Według zapewnień Pani Gessler kremowi wystarczą 2-3 godzinki. Smaczności !! :) 




4 września 2012

Brownie z nutellą i orzechami - ciasto w 40 minut na Dzień Czekolady :)

BROWNIE

Z NUTELLĄ I ORZECHAMI





Uczczenie Dnia Czekolady  wyszło mi dzisiaj trochę przypadkiem... . Bo to brownie miało powstać wczoraj, ale...Może od początku... .
Wczoraj miałam paskudny humor. Ani mi się pisać posta nie chciało, ani za bardzo gotować... . Inspiracje na dania też w zasadzie znaleźć w swojej głowie nie mogłam. Obiad jakoś o dziwo smaczny wyszedł, ale już popołudnie to generalnie składało się, jak w jakiejś zaklętej bajce. Wszystko mi leciało z rąk. Nic się nie udawało. Ot, po prostu wisielczy dzień. Synuś też markotny łaził cały dzionek. Ani na spacer iść nie chciał, a i w domu się niczym zabawić nie mógł... . Co oczywiście wcale w poprawie mojego humoru nie pomagało... . 
W końcu stwierdziłam, że mi to potrzeba chyba czegoś czekoladowego...Lekarstwo na chandrę w mglisty deszczowy dzień ostateczne... . No tak, ale trzeba zrobić coś - nie coś - CIASTO..do którego pomocy nie potrzeba miksera ani wałka. Nie i już. Nie chce mi się. I zaczęło się szperanie. W zasadzie to moje kroki od razu powędrowały na blog Chocoholiczki . Jeśli szukać czegoś czekoladowego - to tylko tam. Zwłaszcza, jeśli szuka się czegoś tak konkretnie, jak ja.  "C i a s t o  na s z y b k o ..." wystukiwałam w okienku wyszukiwarki blogowej... . Enter. Spojrzenie na monitor. "Ciasto bardzo szybkie w wykonaniu - nie wymaga miksera, piecze się też stosunkowo szybko - ok. 35-40 min."  BINGO. KLIK. Ocena składników - są. Orzechy ziemne mam?..lekko solone...A tam, to będzie oryginalniej.  Dzielnie pokroiłam masło do rondelka i...wszedł Mąż. Rondelek ustąpił miejsca garnkom z obiadem. Potem zawędrował do lodówki, na czas pobytu Rodzinki w sklepie... I tam pozostał, bo usypiając Synka ululałam się sama i o północy zmarznięta marzyłam jedynie o ciepłym boku mojego Ukochanego... . 
Dzisiaj rano wstałam zdecydowanie w lepszym humorze ;) Rodzinne śniadanko, wizyta na giełdzie - udane zakupy "przetwórcze" ;) Gdy Mężuś wyszedł do pracy, Synuś zarządał ciasta. Tak, tak...zarządał ;) Wyjął mikser z szafki kuchennej, zaczął próbować go podnosić na blat kuchenny pokazując, żeby Mama zaczęło robić ciasto, wydając przy tym swoje głośnie "Brzbzrzrzzzzzzzzzz". Roześmiałam się. "Dzisiaj będziemy robić ciasto, ale inne Myszko. Nie mikserem. Będziemy mieszać." Smyk spojrzał na mnie rezolutnie i z błyskiem w oku dawaj otwierać szufladę pod piekarnikiem i wyciągać formy do ...muffinek ;) "Nie, nie Kochanie...choć, połamiesz czekoladę do rondelka.." I tak wspólnymi siłami stworzyliśmy ciacho. Jak widać, jest więc banalnie proste do wykonania. A zapach czekolady roznosi się po całym domu podczas pieczenia... :) Zresztą, po jego upieczeniu też. Dlatego, ja zmykam dokroić sobie jeszcze jeden kawałek (a niech mi pójdzie w biodra  ! ), a Was zostawiam z przepisem na to czekoladowe cudeńko. Może Ktoś jeszcze pragnie uczcić dzisiejszy Dzień Czekolady. Przecież jeszcze będzie trwać  ponad godzinkę...a to masa czasu, prawda ? :)



Składniki na ciasto:
  • 200 g masła
  • 1 tabliczka mlecznej czekolady (100 g)
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady (100 g)
  • 250 g cukru pudru
  • 4 jajka
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • 150 g mąki - u mnie tortowa
  • szczypta proszku do pieczenia
  • 40 g kakao w proszku
  • 100 g nutelli (lub innego dobrego kremu czekoladowo-orzechowego) 
  • garść posiekanych orzechów (i ja dałam orzeszki ziemne - lekko solone ;) no może to nie był najlepszy wybór, ale da się :P)


Dodatkowo:

  • polewa czekoladowa (opcjonalnie - więc ja nie dodałam ;) )



W rondelku, przy niewysokiej temperaturze, rozpuszczamy masło, tabliczkę mlecznej czekolady i pół tabliczki gorzkiej, cały czas mieszając, aby nie dopuścić do wrzenia.
Po rozpuszczeniu, odstawiamy na moment do lekkiego przestudzenia - w tym czasie możemy posiekać pozostałą gorzką czekoladę i orzechy. Mnie mieszanka przestygła mocno, bo akurat była pora obiadkowa ;) Dlatego dalsze czynności wykonywałam na wszelki wypadek w misce zwanej makutrą ;)

Masę czekoladową przelewamy do większej miski, dodajemy cukier, kilka kropel aromatu waniliowego i mieszamy dokładnie, powoli wbijając jajka. Każde dopiero po tym, jak poprzednie wejdzie w masę. Gdy uzyskamy ją gładką, dodajemy przesianą z proszkiem i kakao mąkę oraz wrzucamy posiekaną czekoladę.

Wszystko ładnie mieszamy i przelewamy do wysmarowanej masłem i obsypanej mąką blaszki - ja wyłożyłam swoją papierem do pieczenia - o wymiarach 26 x 26 cm (może być także inna blaszka, ciasto będzie odpowiednio wyższe lub niższe. Ja swoją zatem wstawiłam do takiej 18 na 25. Chocoholiczka  nie poleca dużo większej blaszki niż 26x26, gdyż z natury jest to raczej niewysokie ciasto).



Na górę ciasta wykładamy małą łyżeczką krem czekoladowy, mieszamy delikatnie szpikulcem lub tąże łyżeczką i obsypujemy ciacho  posiekanymi orzechami. Tak przygotowane ciasto wkładamy do nagrzanego do 160 st. piekarnika i pieczemy około 35 min.

Brownie powinno być wilgotne, dlatego trzeba uważać - im dłużej będzie siedziało w piekarniku, tym bardziej będzie konsystencją przypominało tradycyjnego Murzynka. Jak pisze autorka : "Myślę, że już po pierwszej próbie wyczujecie swój piekarnik i będziecie potrafiły stworzyć swoją idealna wersję tego  ciasta." Ja na przykład już wiem, że w moim wystarczą mu spokojnie półgodzinki ;) I będzie się jeszcze mocniej rozpływać w ustach ... mmmmmmm... Smaczności !! ;) 





13 czerwca 2012

Przekąska kibica...Kardamonowe kęski w oryginalnej panierce :)

KARDAMONOWE KĘSKI 

W JOGURTOWEJ PANIERCE  Z KRAKERSÓW I ORZESZKÓW



Postanowiłam wystartować... . Kto nie ryzykuje, ten nie ma. Przyznaję, że chęć udziału w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku miałam już w zeszłym roku. Ale chyba zabrakło odwagi. W tym miałam milion pomysłów na poprzednie zadania. Zabrakło czasu i ...czasu ;) Tak to jest z Młodymi Mamami...mam nadzieję :) Jednak Euro zobowiązuje. No i odwiedziny Siostrzyczki :) A dla Niej nie łatwo się gotuje - zdrowo i smacznie to podstawa. Więc dostałam weny. Wyszło pyszne danie - idealna przekąska dla Kibiców. My wprawdzie schrupaliśmy je na obiad z pieczonymi młodymi ziemniaczkami, ale na następny dzień idealnie sprawdziły się do piwka :) 
Coś dla tych, którzy lubią kurczaka, ale znudził im się tradycyjnie grillowany lub smażony. Efekt nawet mnie zaskoczył :) Sekret ? Posmak cytrynowo-eukaliptusowy. Jak uzyskany? Zielony Kardamon :) Polecam gorąco!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...